Czas nie pyta o zgodę, po prostu płynie, raz jak rzeka wartka, raz jak strumień w cieniu kamieni, a kiedy indziej staje się taflą jeziora, gdzie cisza odbija niebo.
Bywa, że gna, kiedy serce bije szybciej, gdy marzenia są blisko i świat rozpościera ramiona. Wtedy sekunda jest jak błysk gwiazdy, a dzień jak podróż za horyzont.
Bywa, że zwalnia, gdy troska zaciska brzegi, i wąskim korytem, z trudem szuka przejścia. Wtedy minuta ciąży jak kotwica, a noc zdaje się wiecznością.
Lecz w tej zmienności kryje się dar: każdy nurt niesie inną pieśń, każdy zakręt uczy patrzeć inaczej, a każda fala — nawet ta burzliwa — może odbić światło księżyca.
Nie równaniem mierzy się szczęście, choć matematyka kusi porządkiem. Prawdziwa stała istnieje w sercu: to uśmiech wśród drogi, to przyjaciel, który woła z brzegu, to chwila, która staje się wiecznością.
Mój wzór jest prosty jak żagiel: chwytaj wiatr, gdy nadchodzi, daj się nieść, gdy trzeba, a kiedy cisza spowija wodę, pozwól, by Twoje odbicie śpiewało pieśń o spokoju.
Tak płynie czas — nie w zegarach, nie w obliczeniach, lecz w spojrzeniu, co widzi horyzont, i w dłoniach, które nie boją się steru.
Bo czas jest morzem, a my sternikami dusz, co uczą się, dzień za dniem, malować wieczność falami.
Delta
Dodaj komentarz